Propozycja na dwa tygodnie

 

Nasze studenckie wakacje spędzaliśmy zawsze w egzotycznych krajach. Niestety wszystko co dobre szybko się kończy!

W czerwcu tego roku wygospodarowaliśmy 2 tygodnie. Cóż jest to bardzo krótki okres czasu aby organizować wyprawę. Dusza globtrotera rwała się do miejsca egzotycznego, dzikiego, gdzie kultura europejska nie odcisnęła piętna. Samolot nie wchodził w grę.

Po przestudiowaniu przewodników wybraliśmy Turcję. W Turcji byliśmy już nie raz więc byliśmy pewni, że dokonaliśmy dobrego wyboru. Było niedaleko, było egzotycznie i niedrogo, a oto nam chodziło!

Szybko kupiliśmy bilety w biurze podróży oferującym przejazdy do Istambułu i już droga do azjatyckiego kraju stała otworem.

Kiedy dojechaliśmy do Istambułu była już godzina 23.00. Jednak poprosiliśmy aby kierowcy przystanęli na autostradzie niedaleko dworca autobusowego. Na stambulskim dworcu autobusowym ma siedziby wiele biur oferujących przejazdy do wszystkich miejsc w Turcji. My chcieliśmy jechać do Goreme w Kapadocji. Sprawdziliśmy w kilku biurach. Oferta jednej z agencji odpowiadała nam, tym bardziej że było późno i ( a ceny były niższe niż w przewodniku - był to czerwiec) więc zaprzestaliśmy dalszych poszukiwań. Po 5 minutach jechaliśmy już do Kapadocji. Następnego ranka byliśmy na miejscu. Od razu poszliśmy wybrać odpowiedni hotel. Wynajęliśmy pokój wykuty w skale tufowej za 2,5 $. W takim pokoju jest zimno, gdy skwar “leje się” z nieba, a ciepło nocami, gdy temperatura spada.

Kapadocja to starożytna nazwa regionu pośrodku Azji Mniejszej, gdzie krajobraz jest jakby z innego świata, jakby z sennych wyobrażeń. Będąc w Kapadocji przenosimy się do bajkowej krainy przypominającej krajobraz księżycowy. Przed 5mln lat w tej części centralnej Turcji wulkany Melendiz Dagi, Erciyas i Hasan wyrzuciły płonące masy lawy. Teren został pokryty popiołem , a zastygająca lawa dała w efekcie skałę tufową. Później czynniki atmosferyczne usunęły miękki materiał podstawy, a pozostały bardziej odporny kamień sterczy na samej górze. Dziwaczne wytwory natury przypominają nam boże palce, grzyby z ery dinozaurów czy fallusy. Patrząc na pofałdowane skały mieliśmy wrażenie, że to zaspy śnieżne.

Początkowo panowali tam Asyryjczycy. Po nich w VIIIw p.n.e. przybyli Hetyci, obalając króla Talabów, jednak wkrótce sami musieli ustąpić pola Persom. Po upadku cesarstwa wschodniorzymskiego władzę przejęli Seldżucy, a potem Osmanowie.

W pierwszym dniu pobytu w Goreme postanowiliśmy zwiedzić kościoły wykute w skale tufowej. Kościoły te są unikalnymi w skali światowej konstrukcjami architektonicznymi. Dolina Goreme od IV w stała się miejscem pielgrzymek prawosławnych, a pod wpływem bizantyjskich mnichów - centrum ascezy. To właśnie w Dolinie Goreme znajduje się 350 kościołów - wykutych w skale tufowej. Najstarszy kościół pochodzi z czasów biskupa Cezarei Bazylego (IV w). Świątynie te są wybudowane ze stropami krzyżowo-kopułowymi, kolumnami i ołtarzami. W wielu z tych kościołów można podziwiać piękne freski o tematyce staro i nowotestamentowej. Barwy fresk zachowały się dzięki temu, że nie docierało do nich światło dzienne. Natomiast w VII w, kiedy nasiliły się najazdy Arabów, budowniczowie niestety zrezygnowali z bogato zdobionych fasad. Natomiast w czasach ikonoklazmu zaprzestano malowania portretów świętych na rzecz barwnych ornamaentów. Często przejawiającym się motywem fresk jest życie świętego Jerzego, który pochodził prawdopodobnie z Kapadocji

 

 

Trzeba koniecznie zwiedzić te piękne kościoły. Dojście z centrum Goreme jest proste i dobrze oznakowane. Bilet, który należy kupić przed wejściem uprawnia do zwiedzenia większości kościołów w dolinie.

Po zwiedzeniu kompleksu świątyń w dolinie kościołów można przejść na drugą stronę drogi i trochę popenetrować okoliczne skały. Można tam odkryć freski w wykutych pomieszczeniach, a także podziwiać różne formy skalne. Niewątpliwie, takie zwiedzanie na dziko i samodzielne “odkrywanie” kolejnych ciekawych miejsc może cieszyć czasem bardziej, niż ogrodzonych i dokładnie opisanych obiektów w goremskim muzeum.

Wracając do centrum Goreme tą samą drogą, którą przybyliśmy, postanowiliśmy zwiedzić “Dolinę Penisów”. Kiedy dostaliśmy się do “Doliny Penisów” mogliśmy podziwiać ukształtowane przez naturę formy skalne o charakterystycznych kształtach i rozmiarach rozmaitych.

Niestety, próby wspięcia się na czubki ogromniastych “skał - penisów” podjęte przez pełną zapału żeńską część naszej grupy nie powiodły się. Po zrobieniu zdjęć w tej specyficznej dolinie wspięliśmy się na najbliższe wzgórze i ostatnim spojrzeniem pożegnaliśmy dolinę.

Po drugiej stronie wzgórza rozciągało się Goreme. Wiele domów jest w mieście wykutych w skale, co sprawia niesamowite wrażenie i dlatego też długo podziwialiśmy skalne miasto “z lotu ptaka”. W końcu głód zmusił nas do opuszczenia punktu widokowego i powrotu do miasta. Na szczęście restauracje w Goreme oferują pełny wybór potraw, tak tureckich jak i europejskich. Bary prześcigają się natomiast w ofertach dotyczących kebabów. Na skutek dużej konkurencji kebaby są tu najtańszym posiłkiem, a dodatkowo w cenie kebabu często mieściła się sałatka i napój.

Drugiego dnia ruszyliśmy wąwozem do Uchisar . Niestety droga była źle oznakowana, a dodatkowo turecki rolnik, przez którego pole przechodziliśmy, wskazał nam złą drogę. Szliśmy dalej na przełaj przez łąkę, widząc w oddali cel naszej wędrówki. Wydawało się, że wystarczy wdrapać się na małą skałkę, a następnie będzie można dojść do drogi. Za tą skałką była jednak następna i jeszcze następna. Po wdrapaniu się na kolejną skałę tufową o surrealistycznym kształcie, zobaczyliśmy przed nami wysoką ścianę skalną. Wspięcie na tę skałę oceniliśmy jako niemożliwe. Powrót także nie wydawał się najlepszym rozwiązaniem, bo o ile dotarcie do tego miejsca nie wydawało się bardzo trudne, to zejście mogło sprawić wiele problemów. Skały tufowe są bardzo kruche, a więc niepewne. Każde podparcie skalne może się oderwać czy wręcz rozsypać. Wspinaczka na pionową ścianę nie miała więc sensu. Postanowiliśmy więc znaleźć jakieś inne podejście w górę. Udało się! Znowu dopisało nam szczęście. Gdy staliśmy na górze na tarasie widokowym, zastanawialiśmy się, jak mogłaby skończyć się nasza wspinaczka na tych kruchych skałach.

Po kilkuminutowym odpoczynku ruszyliśmy do Uchisar. Gdy już dotarliśmy, zachwycaliśmy się wielkimi kominami, w których ludzie wykuli sobie pokoje i żyli w nich jak my we własnych murowanych domach. Obecnie jest 6 kominów zamieszkałych. Można zwiedzić jeden z takich kominów i zobaczyć jak można mieszkać w nich obecnie. Turek, który udostępnia (za darmo!) turystom swój dom, jest bardzo sympatyczny i gościnny. Zaprasza na herbatę turecką , a wieczorem na imprezę. Ma obok sklepik z biżuterią chętnie odwiedzany przez kobiety z “dużą kasą”, ale także ma tańsze drobiazgi.

Na kolejny dzień pobytu w Turcji zaplanowaliśmy zwiedzanie podziemnego miasta Kaymakli. W Kapadocji można zwiedzić dwa miasta podziemne Kaymakli i Derinkuyu. Kaymakli sięga 35 m w głąb ziemi, a Derunkuyu 55m. Data ich powstania nie jest ustalona -przyjmuje się, iż pochodzą one z II w p.n.e. W większości opracowań o miastach podziemnych podaje się, że twórcami miast są Hetyci. Jednak do dziś nie odnaleziono w tym regionie urn charakterystycznych dla hetyckiego pochówku. Żadne z hetyckich źródeł nie opisuje podziemnych miast. Niektórzy archeolodzy wskazują na frygijskie pochodzenie, ponieważ podobne frygijskie konstrukcje odnaleziono w Tracji. Z pewnością można powiedzieć, że budowniczymi nie są chrześcijanie, gdyż nie mieli oni takich możliwości, aby wykuć miasto. Oczywiście chrześcijanie mieszkali tam, ale byli kolejnymi “lokatorami”, którzy musieli się tu ukrywać.

Dojazd do tego miejsca nie jest trudny. Najprościej i najszybciej (ale i najmniej ciekawie) korzystać z zorganizowanej wycieczki. Można także spróbować stopem, jednak to wymaga czasu. My chcąc oszczędzić i na czasie , i na kosztach dolmusem (to taki turecki minibus) do Nevsehir , a następnie z Nevsehir do Kaymakli. Gdzie jest w Nevsehir przystanek dolmusow do Kaymakli najlepiej spytać kierowcę dolmusa relacji Goreme-Nevsehir, który przystanie wówczas w odpowiednim miejscu. Mieszkańcy Nevsehir słabo mówią po angielsku, ale pomimo tego chętnie służą pomocą i są serdeczni.

Gdy dotarliśmy do Kaymakli okazało się, że ta mieścina jest dobrze oznakowana i bez problemu można dotrzeć do wejścia do podziemnego miasta. W Kaymakli w odróżnieniu od Derinkuyu jest mało turystów. Przewodnicy tym chętniej oferują swoje usługi i zaręczają, że bez ich pomocy zwiedzanie jest niebezpieczne i można zgubić się w gąszczu podziemnych korytarzy. My nie skorzystaliśmy z usług przewodnika. Podziemne miasto jest bardzo dobrze oznakowane. Okazało się, że są strzałki , które prowadzą korytarzami do pomieszczeń udostępnionych do zwiedzania. Ponadto korytarze te są oświetlone. Jednak polecić należy zabranie ze sobą latarki, która umożliwi penetracje także nieoświetlonych pomieszczeń. Będzie można się poczuć wówczas niczym odkrywca. Dobrze także zaopatrzyć się w mapę.

W Kaymakli zastanawialiśmy się jak budowniczowie tych miast prymitywnymi narzędziami ryli korytarze, pokoje, jadalnie, magazyny żywnościowe, zbiorniki na wodę, kościoły tworząc przez to ogromny labirynt podziemny. Zachowały się tu studnie, garnki, zbiorniki. Mogliśmy zobaczyć ogromne i masywne koła , które służyły jako drzwi. W przypadku gdy zagrażało miastu niebezpieczeństwo mężczyźni kołami zastawiali przejście do wewnętrznego zespołów komór. Takich zabezpieczeń było wiele na każdym poziomie. Zaskoczył nas wnież wspaniała wentylacja miasta, stworzona w czasie budowy pomieszczeń. Nawet na najniższych poziomach, 35 metrów pod ziemią można swobodnie oddychać!

W Kapadocji można spędzić całe dwa tygodnie i to wcale się nie nudząc. Każdy dzień można spędzić w innej dolince rozkoszując się oglądaniem form skalnych. Można także pojechać nad Morze Śródziemne. Można tam powylegiwać się na plażach, ale także jest dużo ciekawych miejsc do zwiedzania.

Tych dwóch tygodni, które spędziliśmy w Kapadocji i na riwierze tureckiej długo nie zapomnimy. Jedno co możemy powiedzieć to to , że cieszymy się, że Turcja leży tak niedaleko naszych granic.

 

 

Przejścia na strony: