NEPALSKIE PRZYGODY

Każdemu turycie Nepal kojarzy się przede wszystkim z górami. Ze wspaniałymi, wielkimi Himalajami, zwieńczonymi potężnymi omiotysięcznikami, z największym Mount Everestem na czele. Główn± atrakcj± turystyczn± tego górskiego kraju s± więc liczne szlaki trekingowe (z najpopularniejszymi: wiod±cymi do stóp Everestu i okr±żaj±cymi masyw Annapurny). Drug±, niemniej znan± atrakcji Nepalu s± wspaniałe wi±tynie i pałace doliny Kathmandu. Tym razem chcielibymy jednak opowiedzieć o innych niż wyprawy w góry i zwiedzanie wi±tyń możliwociach spędzania wolnego czasu w Nepalu. O ekscytuj±cym raftingu- czyli spływie pontonami po rw±cej, górskiej rzece oraz o przemierzaniu dżungli na grzbiecie słonia w poszukiwaniu ladów nosorożca.

Po kilkudniowym pobycie w Kathmandu i zwiedzeniu miasta i okolic szykowalimy się do wyruszenia w dalsz± drogę. Wykupilimy rafting po rzece Trisuri, i pewnego poranka załadowalimy się do autobusu. Po 4 godzinach jazdy bylimy na miejscu. Stanęlimy nad brzegiem rzeki. Płyn±ć miało dwanacie osób. Troje Nepalczyków z obsługi spływu: dwóch miało płyn±ć z nami pontonem, a trzeci miał asekurować nas płyn±c na szybkim i zwinnym kajaku. Nas było czworo: dwóch silnych mężczyzn i dwie piękne kobiety. Dodatkowo płyn± z nami japończyk oraz 4 kobiety z Francji i Australii. Nepalczyk udzielał nam instrukcji : jak należy zachowywać się w pontonie, jak wiosłować, co robić, gdy ponton zalewać będzie fala. Dostalimy kamizelki ratunkowe, kaski i krótkie wiosła. I już po chwili bylimy w pontonie. To, co nas w pierwszej chwili zaskoczyło to woda... była w miarę ciepła. Ruszylimy . Dwoje z nas (męska częć naszej wyprawy) usiadło na dziobie. To oni pierwsi mieli stawić czoło falom i wirom. To w nich pierwszych uderzała woda. To oni, szaleńczo wychylaj±c się za burtę, najwięcej wiosłowali. Lecz miejsca na przedzie pontonu, choć eksponowane, pozwalały się dobrze trzymać. Siedz±c dalej z tyłu, na chybotliwej burcie pontonu, z powodu gorszego oparcia było się bardziej narażonym na zepchnięcie przez falę.

Nasz ponton pocz±tkowo płyn±ł po spokojnej wodzie, jednak już wkrótce wyrosły przed nim fale. Pierwszy kontakt z żywiołem nieco wszystkich zaskoczył. Nikt nie spodziewał się, że spływ będzie aż tak gwałtowny. Ponton, pędz±c szybko z nurtem rzeki i przyspieszany przez nasze wiosłowanie wpadł na fale. Uniósł się na pierwszej z nich i poleciał stromo w dół. Wtedy wpadli¶my na następn±. Fala przetoczyła się po pontonie. Wszyscy byli¶my mokrzy. Z tyłu poganiał nas głos Nepalczyka: "Wiosłować! Szybciej ! Szybciej!" Ponton podskakiwał. W górę, w dół , w górę. Woda rozbryzgiwała się o burtę, co chwilę nas zalewaj±c. Po chwili jednak wypłynęli¶my na spokojniejszy nurt. Wszyscy byli zadowoleni. Wszyscy przecież oczekiwali ekscytuj±cego przeżycia. I dostali to co chcieli. Co pewien czas ponton wpadał na fale b±dĽ kręcił się na wirach. Najbardziej bujało, gdy podczas pokonywania fal ponton obracał się bokiem, w który po sekundzie uderzała następna fala. Pocz±tkowo, gdy uderzała fala, wszyscy machinalnie przestawali wiosłować, staraj±c się przede wszystkim utrzymać w pontonie. Po pewnym czasie jednak odkryli¶my, że wychylanie się i wiosłowanie podczas falowania jest ¶wietn± zabaw±, a poza tym jest to chyba nawet bezpieczniejsze niż kurczowe trzymanie się pontonu, gdyż uderzaj±ca fala wpycha wówczas do ¶rodka. Wszyscy bawili się ¶wietnie.

Po 3-4 h spływu dopłynęli¶my do piaszczystej plaży. Położyli¶my się na piasku i odpoczywali¶my. Nepalczycy przygotowali obiad. Po konsumpcji i krótkim odpoczynku wsiedli¶my do pontonu i popłyneli¶my dalej. Widoki były wspaniałe. Płynęli¶my głębokim w±wozem, po dwóch stronach rzeki wznosiły się nagie skały. To znowu, gdy brzeg nieco łagodniej opadał, prawie do wody dochodziła zielona dżungla. Czasem widzieli¶my skacz±ce na drzewach małpy b±dĽ siedz±ce bajecznie kolorowe ptaki. Co pewien czas nad rzek± przewieszone były wygl±daj±ce niepozornie mostki. Niekiedy funkcje mostu spełniała lina z podwieszonym koszem. Człowiek siadał w koszu i ci±gn±ł za linę, przesuwaj±c się nad spienionym nurtem rzeki.

W pewnym momencie, gdy nurt był spokojniejszy, Nepalczyk powiedział, że kto chce może wskoczyć do wody i płyn±ć obok pontonu. Po chwili byli¶my w wodzie. Nurt, który z pontonu wydawał się spokojny, w rzeczywisto¶ci był bardzo szybki. Kamizelki unosiły nas na powierzchni, a nurt pchał, tak że można było płyn±ć bez wysiłku. Przyjemna k±piel nie trwała jednak długo, już po paru minutach Nepalczyk wołał nas do pontonu. Przed nami były kolejne fale i wiry.

Po kilku godzinach spływu dobili¶my do brzegu. Noc mieli¶my spędzić w 2-osobowych namiotach. Zjedli¶my kolację, pochodzili¶my trochę po okolicy i zmęczeni, po pełnym wrażeń dniu położyli¶my się spać. Rano, po ¶niadaniu wyruszyli¶my dalej. W ¶wietnych humorach wsiedli¶my do pontonu.

Już po chwili wyrosły przed nami fale. Wielkie fale. Wpadli¶my na nie z impetem. Ponton podskoczył na pierwszej i run±ł w dół. Kolejna fala obróciła nas bokiem. Spadli¶my w dziurę pomiędzy następnymi falami. I wtedy spadła na nas kolejna ¶ciana wody. Z olbrzymi± siła. Woda wszystkich nas rzuciła do tyłu . Wpadli¶my do ¶rodka pontonu, na siebie. Nie wszyscy.. Asia znalazła się za burt±.

Nagle - wspomina Asia – znalazłam się w wodzie. Poczułam uderzenie w kask i poszłam pod wodę (jak się potem okazało, to jedna z Francuzek po moim kasku wdrapała się do ¶rodka pontonu). Na powierzchnie wypłynęłam kilka metrów od pontonu.. Byłam przestraszona i zadawałam sobie pytanie, jak to się wszystko skończy. Szybko jednak opanowałam strach i próbowałam dopłyn±ć do brzegu. Jednak pr±d rzeki był tak wartki, że moje ruchy nic nie dawały. To pr±d rzeki ....... i ja niestety musiałam mu się poddać. Pomy¶lałam trudno. Spojrzałam w dół rzeki. To co zobaczyłam ponownie mnie przeraziło. Rzeka zwężała się, a jej pr±d niósł mnie prosto na wielkie kamienie wyrastaj±ce z rzeki. Szybko spojrzałam na ponton. Widziałam tylko Artura, który wiosłował co sił. Wydawało mi się, że wiosłuje 3m przed pontonem, byleby szybko wyci±gn±ć mnie z wody.

Poczułam ulgę, gdy ponton zbliżył się na około 5m. Ratunek był już tak blisko. Spokój trwał tylko chwilę, gdyż zaraz znów wpadli¶my na wzburzon± wodę. Ponton pocz±ł skakać po falach i bałam się, żeby mnie nie nakrył. Mogłoby to skończyć się tragicznie, gdyż moja kamizelka ratunkowa wypierała mnie do góry, a ponton wciskał by mnie w rzekę. Tak więc uton±ć nie byłoby trudno. Na szczę¶cie wkrótce woda się uspokoiła. Gdy tylko nurt osłabł, ponton z łatwo¶ci± do mnie podpłyn±ł i wkrótce znalazłam się w ¶rodku.

Gdy przeszła wielka fala - przypomina sobie Artur- leżałem na podłodze pontonu. Mocno ¶ciskałem wiosło. Po chwili znów siedziałem na dziobie. Dostrzegłem wówczas w wodzie, jakie¶ 6-7 m przed pontonem jednego z uczestników spływu. I nagle rozpoznałem: to była Asia.

- Do wioseł - krzykn±łem do siedz±cego obok mnie Tomka i z całych sił wiosłowałem. Wiosłowali¶my wszyscy jak szaleni, tymczasem Asia, mimo iż widziałem że stara się płyn±ć pod pr±d, oddalała się od naszego pontonu. To było straszne: dawali¶my z siebie wszystko, a efektów nie było żadnych. A dookoła kipiel. Spieniona woda, rozbryzguj±ce się fale. Z niepokojem patrzałem na skalne ¶ciany na brzegach rzeki. W duchu modliłem się, by nie było zbyt płytko pod powierzchni± wody kamieni. I wiosłowałem. Z całych sił. Nurt się wreszcie nieco uspokoił. Zaczęli¶my się zbliżać do Asi. Nagle, tuż przed zakrętem rzeki dostrzegłem kolejne wielkie fale. Asia już na nie wpadła, fala j± nakryła , lecz wypłynęła, zalała j± następna i straciłem j± z oczu. Teraz na fale wpadli¶my my. Z rykiem przetoczyła się przez ponton woda, przez chwilę dezorganizuj±c wiosłowanie. Kto¶ upu¶cił wiosło, kto¶ kaszlał prychaj±c wod±. Tym razem nikt nie wypadł, wrzuciło nas tylko do ¶rodka pontonu. Szybko wrócili¶my do wioseł. Z okrzykiem “faster! faster” (szybciej szybciej) natarli¶my na kolejne fale. Jeszcze jeden podskok i znów spokojniejsza woda. Wiosłujemy z całych sił, i wreszcie zbliżamy się całkiem blisko. Fale s±, lecz na szczę¶cie małe. Odkładam wiosło, wyci±gam rękę - i po chwili mam: jeste¶my znów w komplecie.

Od tej pory wszyscy odnosimy się do rzeki jakby z większym szacunkiem. Wiemy, że potrafi być ona także niebezpieczna. Najbardziej wystraszony wydawał się być japończyk. Od tej pory kurczowo trzymał się burty, a gdy nurt był spokojniejszy chwytał za wiaderko i wylewał wodę za burtę. Jeszcze kilka razy pokonywali¶my fale i spienion± wodę, jednak już bez żadnych groĽniejszych zdarzeń dopłynęli¶my do końca. 70 km spływu rw±c±, himalajsk± rzek± było za nami. Mimo dramatycznych przeżyć byli¶my zauroczeni spływem. Była to naprawdę ekscytuj±ca przygoda. Dla samego spływu warto pojechać do Nepalu. Gdy będziemy mieć następn± okazję wzięcia udziału w raftingu, na pewno z niej skorzystamy.

Po zakończeniu spływu pojechalimy do Pokhary. Zatrzymalimy się tam kilka dni odpoczywaj±c po trudach dotychczasowej podróży. Leż±ca kilka zaledwie kilometrów od Annapurny Pokhara jest wietn± baz± wypadow± w góry. Niestety, sierpień nie jest dogodnym czasem do trekingu w Nepalu. Jest to czas monsunu, a więc częstych deszczy, a co gorsze góry okryte s± chmurami. Olbrzymi± , góruj±c± nad Pokhar± Annapurnę udało nam się zobaczyć tylko raz, o 5 nad ranem. Wkrótce potem otuliły j± chmury. W Pokharze za czysty, duży dwuosobowy pokój z łazienkom płacili¶my 3 USD. W pokoju był dzwoneczek, którym można było przywołać kogo¶, z bardzo miłej obsługi, i zamówić sobie herbatę czy ¶niadanie do pokoju. Naprawdę, chyba po raz pierwszy mieli¶my tak dobre warunki hotelowe za tak nisk± cenę.

Będ±c w Pokharze warto wypożyczyć łódkę i popływać po znajduj±cym się tu jeziorze. Na ¶rodku jeziora leży wyspa, gdzie znajduje się urocza ¶wi±tynia.

Z Pokhary udali¶my się do Saury w parku Chitiwan. Po kilku godzinach jazdy autobusem byli¶my na miejscu. Gdy wysiedli¶my z autobusu obskoczył nas tłum Nepalczyków proponuj±c przejazd jeepem i nocleg. Wybrali¶my jednego. Po przej¶ciu w±skiego mostku na drug± stronę rzeki załadowali¶my się do samochodu. Dalej 10-15 minut jazdy po wybojach i byli¶my w wiosce. Zatrzymali¶my się w hoteliku. Po długich negocjacjach ustalili¶my opłatę za wyjazd w dżunglę na grzbiecie słonia.

Następnego ranka dosiedli¶my słonia i na grzbiecie tego ogromnego zwierzęcia wyruszyli¶my na nasz± wyprawę. Najpierw jechali¶my przez wioskę obserwuj±c życie mieszkańców. Po pół godzinie dotarli¶my do dżungli. Towarzysz±cy nam Nepalczyk wkrótce skierował słonia wprost między drzewa i liany. Opu¶cili¶my drogę i posuwali¶my się na przełaj przez dżunglę. Nasz słoń torował sobie drogę tr±b±. Jazda na słoniu jest w zasadzie przygod± sam± w sobie. Jednak głównym celem naszej wyprawy było wypatrzenie nosorożca. W samym parku Chitiwan i okolicach żyje ponad 300 nosorożców, i włanie możliwoć ujrzenia ich w stanie dzikim jest magnesem przyci±gaj±cym tam turystów. Po 1,5 h przedzierania się przez dżunglę mielimy jednak w±tpliwoci, czy nam się uda dojrzeć nosorożca. Jednak nasz przewodnik złapał lad. I po chwili... ujrzelimy kilkanacie metrów przed nami, między drzewami, nosorożca. Mimo, że nie było go wyraĽnie widać, chwycilimy za aparaty. Nasz przewodnik zrobił nam jednak niespodziankę, słoń wolno ruszył w kierunku nosorożca. Nosorożec odwrócił się w naszym kierunku. Słoń stan±ł naprzeciwko niego, w odległoci może 2-3 m. Obydwa wielkie zwierzęta stały nieruchomo naprzeciwko siebie. Cieszylimy się, że my siedzielimy na tym większym. Czytalimy, że gdy nosorożec natknie się na mniejsze od siebie zwierze (czy na człowieka), bywa podenerwowany towarzystwem i szarżuje. Należy wówczas wspi±ć się na drzewo (ale solidne) b±dĽ uciekać zakosami, często zmieniaj±c kierunek biegu. Nosorożec ma bowiem słaby wzrok i może niezauważyć zmiany kierunku biegu potencjalnej ofiary. Siedz±c jednak na słoniu, czulimy się bezpiecznie. Aparaty fotograficzne znowu poszły w ruch. Po chwili nosorożec się odwrócił i zacz±ł oddalać się. Lecz my ruszylimy za nim. Gdy nosorożec wyszedł na otwart± przestrzeń, mielimy wspaniał± okazję do podziwiania go w całej okazałoci.

Z wyprawy w dżunglę wrócilimy bardzo zadowoleni. Na safari w Afryce można ogl±dać lwy, żyrafy jak również nosorożce z samochodu. Tu, w Nepalu, na safari wyrusza się na grzbiecie słonia.

 

Przej¶cia na strony: